Siły wróciły. Porządeczek do ogródeczka także. Ogórki już w słoikach. Jeszcze rosną kabaczki, cukinie i patisony. No i na kompostowniku oczywiście dynia. W tym roku są to malutkie dyńki, ale jest ich sporo i mają bardzo cienką skórkę. Nie wiem jak się nazywają, bo nasiona dostałam od kuzynki. Teraz zajadamy pomidory. Niebawem zaczną się maliny. Ziemniaczki już wykopane. Poletka po ogórkach i ziemniakach przygotowane do wysiewu facelii, ale jeszcze nie ma nasion w sklepach.

DOBRE WIEŚCI

Dobre wieści uskrzydlają. Chciałoby się wzlecieć do nieba …

Poniedziałkowa informacja , że badania histopatologiczne wykluczyły złośliwca, dodała mi skrzydeł. Natychmiast znalazłam się na mojej działeczce i zakasałam rękawy do pracy. Jednak sił wystarczyło na krótko. Muszę jakoś odnaleźć siebie w tej niemocy.  Tymczasem zebrałam patisony i cukinie. Na dzisiejszy obiad już przygotowałam kopytka z patisonem. O dodatkach do obiadu jeszcze nie myślałam.  Przygotowuję także pikle z octem winnym. Czerwony agrest przerobiłam na konfiturę. Do zerwania jeszcze biały agrest. Na bieżąco do zjedzenia już owocują borówki amerykańskie.  Zaczynają się maliny. Tych będzie bardzo dużo. Także obfity zapowiada się plon pomidorów Awizo. Już są duże, że nie wytrzymują (co prawda są stare) kije od mopów.  Powinnam pomyśleć o jakichś mocniejszych tyczkach do pomidorów, ale na wzór tych kijków do mopów. To już inwestycja na przyszły sezon.

CUKINIA I SZPINAK

Jej wysokość Fiona prezentuje  trzykilogramową cukinią i szpinak nowozelandzki (1,2 kg).  To efekt niedzielnego wypadu na działeczkę. Szpinak po zblanszowaniu i podzieleniu na porcje już jest w zamrażarce. Natomiast z cukinii zrobiłam placuszki i bigosik (po pół cukinii).  Przepisów na placuszki zapewne jest bardzo dużo.  Można znaleźć także na mojej stronie internetowej w zakładce „Smacznego”.  Nie są to przepisy „sztywne”. W każdej kuchni jest inny klimat i inne smaki. Także i mnie smaki się zmieniają. Dzisiejsze placuszki w swoim składzie mają: 1,5 kg cukinii, którą obrałam ze skórki, wydrążyłam miąższ z pestkami i starłam na grubej tarce.  Lekko posoliłam i odstawiłam na dłuższą chwilę, żeby cukinia puściła sok, po czym mocno wycisnęłam. Do cukinii dodałam 2 łyżki mąki ziemniaczanej ( może być „wczorajszy” ugotowany spory ziemniak lub 2 mniejsze), jajko, 2 łyżki bułki tartej, 3 łyżki mąki zwykłej, łyżkę masła (może być śmietana gęsta, masło typu Rama). Do smaku dołożyłam pieprzu ziołowego. Wszystko mocno wymieszałam i usmażyłam na oleju typu Kujawski na teflonowej patelni (mam tylko taką). Było co pojeść – na dodatek tanio i zdrowo.

Z dzisiejszej wizyty w Centrum Onkologii niczego się nie dowiedziałam, bo nie było wyniku histopatologii.  200- kilometrowa podróż okazała się tylko przejażdżką, a stres będzie mnie trzymał za gardło jeszcze tydzień. Tym razem mam w piątek zadzwonić, czy w następny poniedziałek będzie po co jechać. Szkoda, że nie można było tak zrobić na dzisiejszą wizytę.

OGÓRKOWO

Zaczęły się ogórki. Pomysł na wigwamy jest całkiem dobry. Trzeba tylko od samego początku poprowadzić je do góry – potem już pójdą same. Ja trochę przez tę operację zaniedbałam i nieco mi się rozlazły. No i chyba za gęsto wysiałam. Ale, jak na pierwszy raz, to i tak dobrze jest.Mój sposób na ogórki. Po włożeniu ich do słoików wraz ze wszystkimi przyprawami zalewam je wodą z solą (1 litr wody + 1 czubata łyżka soli). Zalewam je po same brzegi ( na równo ze słoikiem). Zakręcam mocno zakrętką i tak pozamykane ogórki odstawiam (u mnie na działce pod ławką), żeby się „wysikały” na około 2 tygodnie. Jak już jestem pewna, że się dobrze „wysikały” pod tą ławką – przenoszę je do piwnicy. Dodam, że nie gotuję wody – u nas w ogrodzie mamy tradycyjną studnię z bardzo smaczną i dobrą wodą. Oprócz ogórków na zimę nastawiłam w kamiennym garnku na małosolne. Będzie co pojeść. Do Oli domku wprowadziły się maskotki. Tymczasem rozwiesiłam je na spinaczach na sznurku, ale niedługo będą miały swój regalik. To maskotki przede wszystkim Dorotki, czyli mamy Oli. Niektóre są z czasów jej dzieciństwa, niektóre z czasów szkolnych. Są tutaj też i maskotki starszych córek.  Wszystkie udało się w pralce uprać i na wielkim słońcu wysuszyć. Do Oli domku chciała wprowadzić się jaszczurka. Już szukała miejsca pod kołderką, ale ją wyniosłam. Była bardzo zdziwiona, gdy przenosiłam ją na tacy.A to mój wnuczek – Staś. Lubi książeczki. Na razie je smakuje.

 

 

LAWENDA I MACIEJKA

Jeszcze nie pracuję fizycznie na mojej działeczce. Tymczasem zachwycam się zapachem lawendy i maciejki. W tym roku wyjątkowo pachną urokliwie. Nawet zaskroniec polubił ich zapach. To stary bywalec mojego Koperkowa. Najczęściej go widuję w oczku. Żeby coś jednak pożytecznego robić na działce – zbieram ślimaki. Są wstrętne, obrzydliwe – ale nie mam wyjścia. Zjadają wszystko co ma młode liście. Najbardziej mi szkoda dalii. Młode ogórki musiałam odizolować butelkami, ostatnio zjadły mi młode aksamitki.  Wyłażą po deszczu z różnych miejsc ogrodu. Są brązowe, czarne i szpakowate. Mam dla nich przygotowany słoik z wodą mocno osoloną. Pułapki na piwo, tak mocno reklamowane przez handlowców, niestety nie nadążają. Wczoraj zrobiliśmy niespodziankę wnuczce Oli  i zawieźliśmy ją na działeczkę bardzo późnym wieczorem – tuż przed zachodem słońca.  Zobaczyła, jak świecą  solarne lampki. Najbardziej podobało się jej Szkaradkowo. Jest oświetlone dwiema kierunkowymi lampkami. Obiecałam, że kiedyś przenocujemy razem i zobaczymy Szkaradkowo o północy. Zainstalowaliśmy dla Oli w jej domku tablicę do pisania. Stary obraz ze ściany posłużył za bazę, na którego nakleiliśmy samoprzylepną czarną specjalną folię do pisania.

 

PORZECZKOWO

W tym roku wyjątkowo obrodziła czerwona porzeczka. Odciągnęłam sok i zabutelkowałam 11 litrów – bez cukru (dosładzać będę na bieżąco).

W „Szkaradkowie” zainstalowałam wigwam dla Oli. Także piaskownica jest już gotowa. Oli ogródeczek wzbogacił się o płotek.

Fasola wysiana przez Olę sięga już dachu jej domku.

Ola ma wakacje. Ja także.

 

Konieczne zmiany

Po pół roku oczekiwania na diagnozę guza ślinianki  w miniony czwartek poddałam się operacji.  Teraz czekam na wynik histopatologii – jest nadzieja, że nie będzie to nowotwór złośliwy.  Szok i stres opanowuję i powoli wracam do ludzi. Także na swoją działeczkę – czyli do mojego Koperkowa.  Zakwitły liliowce przy oczku, które posadziłam jesienią. Nenufary (białe, żółte i różowe) też kwitną. Eulalia, czyli zielona żabka,  pilnuje porządku w oczku.  Idąc na operację starałam się zostawić na niej porządek,  ale natura walczy o swoje. Chwastów wyrosło sporo, ale z nimi niedługo sobie poradzę. Tymczasem zachwycam się widokiem kwitnących lilii.

W tym trudnym dla mnie czasie pojawiły się także problemy w administrowaniu mojej strony domowej. Czy uda się opanować wszystkie errory – nie wiadomo. Liczę się z tym, że może strona niedługo w ogóle nie będzie dostępna.  Stronę założyłam 13 lat temu, odwiedziło ją prawie 2,5 miliona osób. Jak to się mówi – było minęło.  Dobrze, że ten blog dało się „uratować” przeniesieniem na tę platformę blogerską. Jest szansa, że jeszcze trochę pobloguję.

BLOGOWY KŁOPOT

Wielkie zakołowanie zrobiło się z moim blogowaniem.  Myślałam, że mój najnowszy blog pt. ” W Sobótkowie” założony w 2017 r. jako wypadkowy czterech moich blogów: „Blog Walentyny Pawelec”, „Wszystko To Radom”, „Fiona – niebieskooka Ragdollka” i „W pietruszkowym Koperkowie”  przetrwa mój osobisty blogerski kryzys. Niestety, nie udało się i blog „W Sobótkowie” także będę musiała zakończyć.  Problem przyszedł  z całkiem innego kierunku. Otóż okazało się, że platforma blogerska na której było moje „Sobótkowo” z dniem 31 marca 2018r.  likwiduje działalność blogerską.  Zaproponowano, abyśmy skopiowali swoje blogi lub przenieśli na inną platformę blogerską. Cóż było robić – poszłam więc za ich radą i z pomocą Maćka (mojego zięcia)  znalazłam się na WordPress.org. Dziękuję Ci, Maćku.

 

 

NOWOROCZNIE

Nadchodzi Nowy Rok, a minione 10 lat opisane przeze mnie na tym blogu pozostaną już tylko w archiwum. Będą w zakładce „Blog Walentyny Pawelec” na mojej stronie internetowej – „Strona domowa Walentyny Pawelec”

Z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę Ci, drogi Czytelniku, dużo zdrowia, szczęścia oraz pomyślności. Życzę Tobie, Twojej Rodzinie i Twoim Przyjaciołom, aby 2017 rok sprawił Wam wiele radości i był drogą do osiągnięcia osobistego i wspólnego sukcesu. Z całego serca życzę wszystkiego co najlepsze, żeby każdy dzień był dniem pełnym uśmiechów i spełnionych marzeń.

Od Nowego Roku 2017 – już zapraszam na nowego bloga

„W Sobótkowie”