WYPIĄŁ SIĘ I WYJECHAŁ Z … RADOMIA

Nie. Nie. Nikogo nie będę oskarżać.
To tylko ta dyskusja, która się rozpętała po artykule Zosi Bysiec…
Bardzo dla mnie bolesna i smutna.
Dziś chcę powiedzieć o moich rozterkach. Z własnego podwórka.
Jednak muszę zacząć od lat swojej młodości. Inaczej będzie trudno mnie zrozumieć. Szczególnie dla  „rodowitego radomianina”.

W domu było bardzo biednie. Dziś z perpektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że największym bogactwem jakie wyniosłam z domu rodzinnego jest potrzeba wiedzy. Nie udało się rodzicom zdobyć szkół. Takie były czasy.
Matka wiedzę widziała w gwiazdach na niebie, a ojciec w ojczystej literaturze.
Każde miało jakiś swój azyl, by nie rozpaczać z powodu niedostatku. Dlatego w tym względzie byli jednomyślni i ciągle nam powtarzali: –  uczcie się, bo inaczej będziecie parobkami u sąsiadów. 
Niemalże zakodowali te słowa w naszych głowach.
Więc uczyłyśmy się. A że byłyśmy wyuczalne i systematyczne,  wychodziło nam dobrze.
Na tyle dobrze, że nie bałyśmy się trudnych wyzwań. 
I….. opuściłyśmy swoje rodzinne gniazdo.
Ja swoją przyszłość widziałam w Radomiu.
35 lat temu o Radomiu mówiło się ” miasto z przyszłością”.
Jedno z trzech w Polsce tak szybko się rozwijających. O ile sobie jeszcze dobrze przypominam to Piastów pod Warszawą był na I miejscu.
Radom to przemysł, przemysł i jeszcze raz przemysł. Pracy nie zabraknie. Rąk do pracy wciąż mało. Tak się mówiło o Radomiu. I rzeczywiście. Ludzi przywożono z pobliskich wsi. Osiedlali się w Radomiu. Dlatego zdecydowałam się na Radom..
Można odpowiedzialnie powiedzieć –  pracowaliśmy na rzecz Radomia. Służyliśmy Radomiowi. Dziś naszej pracy często się nie zauważa, lub nie chce zauważać. Liczą się tylko „rodowici radomianie”.
Mnie to bardzo boli. Czuję się radomianką II kategorii.
Radom jest drugą moją ” małą ojczyzną”. Kocham go nie mniej jak swoje Zalewsze i staram się na jego rzecz pracować jak najlepiej. 
Jednakże jak każdy, oczekuję uznania dla swojej pracy, choć to praca głównie na rzecz dzieci i  rodziny. Ale to także i praca społeczna (wyssana z mlekiem matki). To wszystko na rzecz Radomia.

I takich jak ja jest w Radomiu wielu. Pracujemy, kształcimy swoje dzieci, stawiamy mieszkania, kupujemy samochody… To wszystko robimy także dla Radomia. Ale oczekujemy od miasta uznania dla naszej pracy. A uznanie dla naszej pracy to nie tylko godziwe wynagrodzenie, to także inwestowanie w nas i  w nasze dzieci.
Dziecko nie jest złem koniecznym. Dziecko jest naszym dobrem. Ale ono także oczekuje uznania za swoją ciężką pracę, jaką jest nauka.
Radom może się szczycić wysokim poziomem wiedzy uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i średnich.
Radom powinien dążyć, aby w ten pęd młodzieży po wiedzę na najwyższym poziomie inwestować. I … na ich zdobytą wiedzę ciężką pracą  … być otwartym.

Zacznijmy od odszukania podań o pracę i przeanalizujmy je.
Iluż to młodych nie otrzymało nawet odpowiedzi, a ilu odesłano z kwitkiem.
Jak to na prawdę jest z tą działalnością gospodarczą dla początkujących.
Drobiazg. Może się czepiam szczegółów, ale urządy często  nawet same sobie dokumentów nie skserują, tylko ganiają  petentów po punktach ksero.
Rozumiem, że papier kosztuje, ale przecież są skanery i inne wynalazki techniki. 
A jak ma rozpocząć działalność młody człowiek jak on z marszu nie ma gotowości kredytowej. Jakiś absurd. Pracujący na dobrym etacie dziś, może otrzymać kredyt, choćby jutro miał ten  etat starcić.
Rozpoczynający pracę na własny rachunek nie ma tak dobrze.

Wielu spraw nasza samorządowa władza nie zauważa.
Nie chce?

Więc …
Wyjeżdżają. 
Nie zawsze chcą – najczęściej muszą.
Do Irlandii, Anglii, Warszawy,  Kielc … Zakrzewa.
Liczą … na obcych.
Bywa, że wracają i rejestrują się w PUPie.

A wyjeżdżają odkąd ul. 1905 Roku zmieniła swoje oblicze. 
Codziennie widzę tę ulicę.
Boli.

WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY MUSZĄ WYJECHAĆ Z RADOMIA
dedykuję wiersz pt.”Korzenie” z tomiku „Zwierciadło”  

KORZENIE

Może opuścisz rodzinny swój dom
I do innego los cię przeniesie
Może to nawet nie będzie ten ląd
Już nie ta wiosna i inny wrzesień

Może się w innym świecie obudzisz
A wiatr rozwieje twoje marzenia
Może też innych pokochasz ludzi
Jednak pamiętaj o swych korzeniach

 

PO MECZU … TOŻSAMOŚĆ

PO MECZU Polska – Austria 1:1 wielka dyskusja w Narodzie.
W moim sklepiku także.
Rozpoczął ją nie byle kto, tylko znany radomski piłkarz – pan Kazimierz P.
Przy każdej okazji ( a współpracuję z nim kilkanaście lat)  powtarza mi, że by wykształcić piłkarza, trzeba postępować z nim jak z uczniem. A więc młody 5- 6-latek zauważony przez trenera piwinien być „zapisany” do  klubu sportowego niczym do klasy w szkole. Powinien być oceniany i oceny wpisywane w jego kartę, tak by kolejni jego trenerzy widzieli jego drogę rozwoju. A droga długa i daleka – kilkanaście lat.  Nie może być tak, że każdy trener zaczyna szkolić młodego piłkarza od początku i po swojemu. Straconego czasu młodemu człowiekowi nikt nie cofnie. Dziś w dobie komputerów nie ma żadnych przeszkód, jest tylko niechęć, by nie powiedzieć niechlujstwo.
I trudno mu nie przyznać racji.

Tak więc było dziś w sklepie sportowo. Głównie obwiniano za wynik męczu sędziego. No cóż. Nie znam się, nie byłam, nie widziałam, nie osądzałam. Słuchałam.
Aż zabrał głos starszy gość – nie kibic.
Jego wywód był przyszłościowy. Oparł go o kupowanie zawodników.
Zakończył go mniej więcej tak:
– Już niedługo, a mecz Polska – XXXX będą rozgrywać „murzyni”.Komu wtedy będziemy kibicować?
– Mamonie – ktoś odpowiedział.

Co znaczy  TOŻSAMOŚĆ?

NIC MU NIE ZROBISZ

  Zatkało mnie.
Jest tak, że gdy stoję za ladą drzwi wejściowe do sklepu mam „na   oku”.
Kto wchodzi, kto wychodzi  – widzę .
Kto idzie chodnikiem obok mojego sklepu, czy po drugiej stronie ulicy – widzę.
Czasem także przejeżdżające samochody.
Dziś zobaczyłam …
Dziś zobaczyłam, jak kierowca samochodu z otwartego okna
wyrzucił torebkę plastikową (popularną reklamówkę)
prosto pod drzwi mojego sklepu.
Zajrzałam co w niej jest. Śmieci: pudełko po papierosach, butelka po wodzie, zużyte chusteczki do mycia rąk, papierki po cukierkach i …pety.
Zatkało mnie.
A potem była dyskusja z moimi zaprzyjaźnionymi  klientami.
Jeden z nich powiedział krótko – nic mu nie zrobisz bo „za rękę go nie złapałaś”.
I na dzień dzisiejszy ma rację.

A są państwa że nawet za wyrzucony papierek na ulicę są mandaty.