KRZESŁO

           

Postawiono je na ul. 1905r. Zapewne jako reklama sklepu meblowego obok.
Zdjęcie zrobiłam 23 listopada.
Ulica 1905 roku jest od ponad roku w budowie. Termin zakończenia robót z uwagi na problemy z budową tunelu w ciągu ul. Młodzianowskiej przedłuża się.
Ustawienia krzesła w tym właśnie miejscu jakże jest wymowne.
Jak długo będzie stało?

KOLEJNA PRÓBA BICIA REKORDU

Wczoraj w PSP 34 odbyła się kolejna próba bicia rekordu Guinnessa w szachach.
Imprezę zaszczycił absolwent tejże szkoły, kandydat na prezydenta Radomia, pan Jakub Kluziński z małżonką.
   
Pod kierunkiem pana Marka Niedźwieckiego tę formę promocji Radomia zapoczątkowaliśmy w 2006r. Wówczas pod hasłem „Bierzcie szachy” zagrało ponad  1100 uczniów radomskich szkół. Do tej pory kolejne próby wyniku nie poprawiły, ale nadal będą podejmowane. Liczymy, że nowe władze pomogą w realizacji tego celu.

JESZCZE O SZACHACH

Dzisiaj w sali katechetycznej Parafii Chrystusa Dobrego Pasterza /ul. Gębarzewska/
odbył się turniej szachowy dla uczczenia 92. Rocznicy Odzyskania Niepodległości przez Polskę.
Organizatorzy konkursu: Parafia Chrystusa Dobrego Pasterza i Uczniowski Klub Sportowy ROSZADA przygotowali dla uczestników turnieju puchary i nagrody.
Patronat medialny objęło Radio PLUS i „Gość Niedzielny”.
Wszystko, jak zawsze, dopięte na ostatni guzik.
Bo to są szachy.

Ilekroć jestem na turniejach, zadziwiają mnie mali zawodnicy.
Szczególnie podczas rozwiązywania zadań szachowych.
Atmosfera nie na żarty. Każdy przy swojej szachownicy.
Nie wolno ściągać, ani się porozumiewać.
Ma być cicho. Nie wolno zawodnikom przeszkadzać.
   

Dziś przypomniała mi się moja matura z matematyki (1969r.)

Następny turniej – „Pobić Rekord Guinnessa w szachach” odbędzie się w dniu 17 listopada 2010r. Więcej na stronie UKS ROSZADA www.roszada.eu.

NOWY BLOG

Dziś założyłam nowego bloga.
Ma tytuł „Wszysto To Radom”.
Adres: http://mojradom.blox.pl/.

Od kilku lat angażuję się w różne prace społeczne.
Interesuję się także  polityką naszego miasta.
Biorę udział w wyborach samorządowych.
Dotychczas starałam się, aby na moim blogu, 
czyli na  „Blogu Walentyny Pawelec” ,
tej problematyki nie poruszać.
Są jednak sprawy, o których trzeba mówić i to głośno.
Może ten nowy blog będzie mi pomocny.
Zachęcam do zaglądania także  i do niego.

Wkrótce powrócę do mojego „Pieruszkowego Koperkowa”,
czyli do bloga o tym, jak to stawałam się działkowiczką.
Na dzień dzisiejszy prace w moim Koperkowie dobiegają końca.
Nadejdzie zima, wraz z nią długie wieczory, będzie wiecej czasu na wspomnienia.
W nich także mojego Koperkowa. 
Tyczasem pozdrawiam wyborczo i z uśmiechem proszę o wsparcie mojej kandydatury.

Okręg nr 1, lista 26, numer na liście ostatni czyli 12.

WYBORCZA NUTA

Do finału wyścigu, w którym także biorę udział, jeszcze dwa tygodnie.
Atmosfera okołowyborcza zagęszcza się. Ciśnienie rośnie.. .
Moi rywale są dla mnie mili i uprzejmi, że trudno odwyknąć od uśmiechu.
– A pani się uśmiecha, gdy inni zaciskają zęby – powiedziała mi wczoraj pani Krystyna (moja stała klientka) podczas dyskusji wyborczej w moim sklepiku.
– Naprawdę? Zaciskają zęby? – uśmiechnęłam się do niej.
– Zaciskają. No, a niech pani mi powie, ma Kluziński szansę na fotel prezydenta?
– Jeśli pani, pani znajomi, znajomi pani znajomych i tak dalej zagłosujecie na niego, oczywiście razem ze mną, to szansę ma bardzo dużą – odpowiedziałam.
– Pewnie, że zagłosujemy, ale jakoś was nie widać na mieście. PiS powiesił się na słupach i na przystankach, PO też wisi, a wy co?
– Pani Krystyno, PiS i PO to wielkie partie. Mają dużą kasę na wybory. Wspiera ich akcję „góra”. Już nawet plakat Tuska powiesili na bilbordach, na Wierzbickiej widziałam. A my musimy liczyć tylko na wasze zaufanie do nas i na skuteczność poczty pantoflowo-szeptanej.
– Dziś bez pieniędzy trudno wygrać wybory.
Pani Krystyna wyraźnie dawała do zrozumienia, że bez pieniędzy władzy się nie dostanie.
– Cóż, takie czasy, że wszystko jest towarem. Nawet władza. Ale my się nie poddajemy.
– A będzie pani miała swoje ulotki?
Pani Krystyna obawiając się, że może nie będę ich miała, zapytała delikatnie zaniepokojonym tonem. Uśmiechnęłam się do niej:
– Tak. Będę miała. Już są w opracowaniu.
Jakby odetchnęła.
– To kiedy przyjść. Rozdam znajomym.
– Mają być na wtorek, więc może we środę? Albo kiedy będzie pani pasowało. Dziękuję, że chce pani mi pomóc.
– Bo my tu na osiedlu bardzo panią lubimy – uśmiechnęła się do mnie.
Spąsowiałam, jakbym coś przeskrobała.
– Ja także was bardzo lubię? Podobało się pani wczorajsze spotkanie w klubie „ze mną”?
Spróbowałam zmienić temat rozmowy, więc zagadnęłam ją o wczorajsze spotkanie w Igreku.
Klub Seniora zaprosił mnie na swoje „czwartkowe spotkanie”. Byłam przekonana, że chcieli posłuchać moich wierszy, dawno im nie czytałam. Wybrałam więc ze swoich czterech tomików kilkanaście wierszy. Na drobny upominek za ich wysłuchanie, przyniosłam dla nich nowiutką „Baśń o Eulalii”. Przyniosłam także swoją „Złotą Księgę”. Wpisują sie do niej moi słuchacze.
A więc na spotkanie przygotowałam się bardzo wyjątkowo. Tymczasem okazało się, że oni chcieli ze mną porozmawiać ale jako z kandydatką o wyborach. O moim programie wyborczym. No i było drobne nieporozumienie. Zaproponowałam, że może najpierw poczytam, a potem porozmawiamy o wyborach. Seniorzy nie protestowali.
– Jak pani czyta swoje wiersze, to z przyjemnością się słucha.
– Lubię czytać wiersze, a w szczególności swoje.
– A wie pani, ta baśń o Eu…, Eu…
– Eulalii – pomogłam w tym trudnym imieniu.
– Bardzo fajnie się czyta, nawet mnie, starej kobiecie, podobała się.
– Pani Krystyno, bo moje baśnie są dla wszystkich, a w szczególności dla babć i dziadków, żeby czytali swoim wnuczkom. Dzieciom czasem trzeba coś dopowiedzieć do nich. Na przykład co to są onuce. Skąd mają wiedzieć,  co to są onuce. A dziadkowie może jeszcze pamiętają onuce?
– No tak – zamyśliła się.
– W moich baśniach jest dużo takich cukiereczków. Dlatego bardzo proszę czytać dzieciom. Teraz cała Polska czyta dzieciom. Tylko my, pani Krystyno, czytamy dzieciom nasze baśnie już 10 lat.
Takich baśni chyba nikt w Polsce nie ma. Są one prawdziwie nasze, radomskie, z Plant, z tego klubu (wskazałam ręką na klub Igrek) wyszły. Tu się urodziły. Czyż nie jest to urocze?
Uśmiechnęła się.
– Będziemy na panią głosować. Może się uda – uśmiechając się szykowała się do wyjścia, gdyż wchodziła następna klientka.
– Ja i moi znajomi także – przyłączyła się do rozmowy.
– A co panie sądzą o wczorajszej debacie kandydatów na prezydenta? – zapytała nowa klientka.
No i dyskusja potoczyła się dalej.

Cdn…

MILCZĄCY PRACODAWCY

Tegoroczne pierwszolistopadowe święta były wyjątkowe.
Długi weekend, piękna pogoda. Nawet na rozgrzebane roboty drogowe dało się machnąć ręką.
Dziś natomiast, jakby na zakończenie tych świąt, odbył się koncert w kościele św. Wacława. Wystąpił światowej sławy wirtuoz skrzypiec – Konstanty Andrzej Kulka oraz grający na organach Robert Grudzień. Koncert dedykowany był wszystkim darczyńcom wspierającym dzieło ratowania zabytków cmentarza rzymskokatolickiego przy ul. Limanowskiego. Zaproszono także kwestujących. Pełny kościół ludzi. Atmosfera wyjątkowa.
Kwesta w tym roku także była wyjątkowa. Zebraliśmy ponad 48,5 tys. zł.

To już piąty rok mojego kwestowania na cmentarzu rzymskokatolickim w Radomiu.
Nieustannie zadziwia mnie fenomen tradycji tego święta.
Rokroczne tłumy ludzi, bogactwo grobów. Na chodnikach porozstawiane kramy i stragany.
Sztuka wymieszana z kiczem. Istota świąt wchłonięta przez swoisty odpust.
Bywało, że wątpiłam w szczerość tłumu, jedynie hojne datki do puszki ratowały moje kwestowania.

I oto właśnie dziś uświadomiłam sobie, jak szczególnymi pracodawcami są zmarli.
Nie kiwną nawet palcem, a wszystko idzie zgodnie z harmonogramem.
Kwiaciarze mają swoje terminy na wyprodukowanie kwiatów, producenci zniczy prześcigają się w pomysłach na znicze, pojawiają się gipsowe figurki, nie mówiąc o marmurowych grobach i nagrobkach. Odwiedzający groby na czas zdążają przyjeżdżać nawet z najdalszych zakamarków świata. Można usłyszeć muzykę, zakupić ciekawą literaturę. I zapewne wiele by jeszcze można wymienić kooperacji związanych tym wyjątkowym świętem.
Ktoś powie, że to nie ma sensu.
Ma.
To właśnie ci „milczący pracodawcy”, bywa że jako jedyni, podają nam niewidzialną rękę ….