TURKUSOWY SZLAK – część 23

Godz.13.40. Lotnisko „zaliczyłyśmy”. Teraz odcinek do Nowego Makowa. Początek odcinka nieco skomplikowany, bowiem z Lasu Janów wyszłyśmy na prywatne ogrody. Przy ul. Skaryszewskiej posesje szczelnie ogrodzone, nie ma wyjścia na ulicę. Krążymy „za stodołami”, ale żadnej dziury w płocie. W końcu decydujemy się, że poprosimy jakiegoś pierwszego gospodarza, żeby nas wypuścił przez swoje podwórko. Trafiła się nam gospodyni. Wyszła na podwórko pozbierać jajka. Narzekała na kury, że niosą się gdzie popadło, a ona musi szukać, gdzie się zniosły. W ręku trzymała 3 jajka.
Wyjaśniłyśmy jej naszą „wizytę”, była bardzo ciekawa kijków. Sama ma problemy z kręgosłupem. Ma zacząć chodzić na „łóżka”. Czy słyszałyśmy o nich? Tak słyszałyśmy, ale nie mamy własnego zdania, bo nie chodziłyśmy. Ludzie różnie mówią. Najczęściej jednak się słyszy, że pomagają.
Trzeba spróbować – uśmiechamy się. Jeszcze pytamy ją o drogę do Nowego Makowa. Bardzo jest nam życzliwa, dołącza się jeszcze sąsiad-staruszek i kierują nas w lewo. Czyli sporo schodzimy z trasy, ale za to będziemy mieć prostą drogę do tej wsi. Posłuchałyśmy. Obydwoje życzyli nam udanej wycieczki. Podziekowałyśmy, życząc im zdrowia.
A więc, drogą przez wieś i potem to już prosto do Nowego Makowa. Po drodze jeszcze mijamy jakieś pojedyncze posesje (zdjęcie 230). Ludzie stawiają domy wszędzie, ale ja chyba bałabym się mieszkać „na odludziu”. Może to kwestia przyzwyczajenia?
Po drodze mijamy także trzech mężczyzn. Siedzą w rowie i piją piwo. Panie na zlot dinozaurów? – pyta jeden z nich. Kompletnie nas zatkało. Wzięli nas za stare baby? Ale za chwilę coś zaczęli przebąkiwać o jakimś zlocie dinozaurów. Pomyślałyśmy, że może w Bałtowie organizują jakiś zlot, ale nie wdawałyśmy się w dyskusję z nimi. Przed nami Nowy Maków (zdjęcie 231). Za nami  następna zaliczona godzina wędrówki.
Kocham Radom.

Cdn …